
Wyrok
Oskarżyciel z ramienia policji, prokurator John Skarpeid, wnioskował o o połowę niższe wymiary kar - od ośmiu miesięcy do roku i trzech miesięcy pozbawienia wolności - jednak sąd zdecydował, że w przypadku przynajmniej kilku osób adekwatne będą wyroki dwukrotnie wyższe. Skarpeid uważa, że to mocny sygnał, wysłany przemytnikom przez sędziów: Koniec z pobłażliwością!
Wyrok, który został ogłoszony wczoraj, 9. kwietnia, zapadł jednogłośnie: kary pozbawienia wolności od roku i dziesięciu miesięcy do dwóch lat i sześciu miesięcy. Najwięcej czasu za kratkami spędzą dwaj mężczyźni uznani za kierowników przemytniczej operacji, którzy brali w niej udział jako kierowcy samochodów-czujek.
Oprócz tego orzeczono przepadek na rzecz norweskiego skarbu państwa jedenastu samochodów używanych do przemytu. Przemytnicy stracili też prawo do prowadzenia jakichkolwiek samochodów w Norwegii - na zawsze.
- Jestem pozytywnie zaskoczony surowością kar - powiedział John Skarpeid w rozmowie z dziennikarzami. - W sprawę tę zaangażowano duże środki, współpracowała przy niej policja z Østfoldu, drogówka oraz służby celne.
Mafia
Według sędziów sądu rejonowego w Halden wszyscy oskarżeni należeli do organizacji przestępczej, która różnymi przemyślnymi sposobami starała się wykiwać celników. Wśród tych sposobów wymieniono stosowanie fałszywych norweskich tablic rejestracyjnych i przebudowę samochodów tak, by nie było po nich widać przeładowania. W każdej operacji przemytniczej brało udział co najmniej 10-15 samochodów.
Samochody osądzonych wczoraj Polaków "zameldowały się" na przejściu granicznym w Svinesund 2. lutego bieżącego roku. Łącznie przewoziły 9980 litrów piwa, 821 litrów alkoholi wysokoprocentowych oraz 105 980 sztuk papierosów. Niezapłacone cło i VAT od tych towarów oszacowano na milion koron.
Według sądu nie była to jednak cała przewożona wtedy kontrabanda, gdyż w grupie przemytników było więcej samochodów, z których część wymknęła się policji i celnikom, którzy nie mieli wystarczającej liczby ludzi i pojazdów, by ich zatrzymać.
Sędziowie doszli do wniosku, że 11 skazanych przemytników uczestniczyło w wielu podobnych operacjach już wcześniej. Łącznie odnotowano w związku z nimi 377 podróży promowych pomiędzy Polską, a Szwecją, odbytych 90 różnymi samochodami. Jeden ze skazanych odbył 81 podróży promem.
Dane pozyskane z telefonów komórkowych wskazały natomiast, że przemytnicy mieli swoje stałe trasy i stałe miejsca docelowe, do których dostarczali kontrabandę: jedni do Bergen, inni do Stavanger i Rogalandu, jeszcze inni do Trondheim lub do miast na wybrzeżu Møre og Romsdal.
Znajomość prawa miała zwolnić od odpowiedzialności
Za okoliczność dodatkowo obciążającą uznano fakt, że szajka przemytników dopasowywała swój sposób działania do norweskiej praktyki prawnej. Polegało to na tym, że zazwyczaj w samochodach nie przewożono aż tyle towarów, by - w przypadku wykrycia przemytu przez celników - kwalifikowało się to na wymierzenie surowszej kary niż grzywna lub krótki pobyt w więzieniu. Do tej pory przemytnicy unikali też w ten sposób utraty samochodów.
Gdyby w omawianej sprawie przemytnicy byli sądzeni osobno - każdy z nich za przemyt towarów w jednym tylko samochodzie - najprawdopodobniej zostaliby ukarani 18 dniami pozbawienia wolności, jednak sąd przychylił się do opinii policji, że należy traktować ich jako zorganizowaną grupę przestępczą i jako taką sądzić zgodnie z paragrafem 60. kodeksu karnego.
Na pytanie o to, jakie znaczenie ma obecny wyrok dla zwalczania grup przemytniczych, prokurator John Skarpeid odpowiada:
- Szajki przemytników czerpały olbrzymie zyski ze swojego procederu. Teraz odebrane zostaną im samochody, nawet te, które nie zostały specjalnie przebudowane pod kątem przemytu. To uderzy w te grupy w sensie ekonomicznym, podobnie jak surowe wyroki. Do tego wszystkie osądzone osoby utraciły na zawsze prawo do prowadzenia w Norwegii pojazdów mechanicznych.
Przemytnicza stolica Polski
Celnicy i policjanci, którzy zeznawali podczas procesu jako świadkowie, stwierdzili, że zorganizowany przemyt prowadzony przez oskarżonych nasilał się cały czas od roku 2005. Zaczęło się od tego, że celnicy zwrócili uwagę na samochody dostawcze z rejestracją zaczynającą się od liter ZDR. Jak się okazało, w zasadzie niemal wszystkie samochody pochodziły z Drawska Pomorskiego lub okolic.
Z czasem przemytnicy zaczęli stosować fałszywe norweskie tablice rejestracyjne, by nie zwracać uwagi celników i policjantów, coraz bardziej wyczulonych na przemytników z Polski. Aby zaś samochody nie wyglądały na przeładowane, były przebudowywane i wyposażane w specjalne resory.
Czujki w lesie
W uzasadnieniu wyroku opisano również inne sposoby, stosowane przez przemytników w celu uniknięcia wpadki.
Grupy przemytnicze wypuszczają najpierw kilka samochodów na przeszpiegi, by sprawdziły, czy celnicy przeprowadzają kontrole. "Szpiedzy" świecą w okna placówek celnych, by zobaczyć, czy celnicy czuwają. Sprawdzają też najbliższe odcinki dróg oraz parkingi po norweskiej stronie granicy, na okoliczność kontroli policji.
W omawianej akcji na początku lutego, kiedy to ujęto 10 sądzonych w Halden Polaków, zatrzymano dwa samochody-czujki. To właśnie ich kierowcy dostali najwyższe wyroki.
Policji zdarzało się również obserwować czujki wystawiane w lasach wzdłuż dróg prowadzących od przejść granicznych. Osoby te wypatrują policyjnych patroli i w razie czego zawiadamiają o tym przemytników.
Metoda "na wabia"
Polskie grupy przemytnicze wypuszczają też nieraz samochody na wabia. Takie samochody-przynęty mają boczne szyby zasłonięte czarną folią, co ma za zadanie wzbudzić podejrzliwość celników. Podczas gdy celnicy kontrolują taki wysłany na wabia samochód, samochody z piwem i papierosami spokojnie przejeżdżają przez granicę, nieniepokojone przez nikogo.
Jak mówią celnicy, w takiej operacji z samochodem-przynętą potrafi uczestniczyć nawet 20-30 pojazdów przewożących kontrabandę. Nadjeżdżają grupami, około pół godziny po każdym samochodzie wysłanym na wabia.
Jak wykazała jedna z ubiegłorocznych kontroli, systemy ostrzegania przemytników działają bardzo efektywnie. Jeden z samochodów-czujek zauważył wtedy patrol celników. Dosłownie chwilę potem szwedzcy celnicy, współpracujący z celnikami norweskimi, zaobserwowali kolumnę 14 samochodów, zawracających niemal spod samej norweskiej granicy.
Źródło: Aftenposten
To może Cię zainteresować
12-04-2013 16:51
2
0
Zgłoś
12-04-2013 16:43
0
0
Zgłoś
12-04-2013 16:27
0
-1
Zgłoś
12-04-2013 16:26
0
0
Zgłoś
12-04-2013 16:22
0
-5
Zgłoś
12-04-2013 09:14
0
0
Zgłoś
11-04-2013 14:07
1
0
Zgłoś
11-04-2013 14:00
3
0
Zgłoś